Navigation Menu

Translate

Prawa autorskie / Copyright

Prawa autorskie / Copyright

wtorek, 2 września 2014

Jak mówi przeciętny Polak?

Dlaczego jako naród tak często przeklinamy? Często? Delikatnie powiedziane. I jeżeli ktoś ma wątpliwości, oto kilka przykładów.
Co robi przeciętny Polak, gdy coś idzie nie po jego myśli? Coś się psuje, ktoś coś zawali, ktoś dokuczy, coś się dzieje? Denerwuje się? Złości? Czuje irytację? Albo przynajmniej się wkurza? Nie. Polak się zwyczajnie wkurwia.
A kiedy odwrotnie - zadziała coś pozytywnego? Czy jest to świetne? Najlepsze? Wspaniałe? Niezwykłe? Dobre? Cudowne? Godne podziwu? Nie. To jest zajebiste.
Idąc tropem pozytywnych doznań, co z kopulacją przeciętnego Polaka? Czy on współżyje? Kocha się? Dokonuje aktu miłości? Ląduje w krainie rozkoszy? Może przynajmniej uprawia seks? Nie. On się pierdoli.
Ostatnie słowo ma zresztą wiele postaci i znaczeń. Polak pierdoli zamiast ignorować, nie mieć w poważaniu, nie zwracać uwagi, choćby olewać. Pierdoli również, choć powinien mówić od rzeczy, owijać w bawełnę, opowiadać bzdury, prawić dyrdymały. Zapierdala z kolei zamiast bić, atakować, zachowywać się agresywnie, robić krzywdę, ale także spiesząc się, idąc szybko, narzucając sobie spore tempo. Przeciętny Polak wypierdala, gdy powinien uciekać, wziąć nogi za pas, zwiać, czmychnąć, dać dyla... Ale też w sytuacji, która wymagałaby od niego wyrzucenia kogoś lub czegoś, usunięcia, sprzątnięcia.
A jakie jest miano przeciętnej polskiej prostytutki? Kokota, kobieta spod latarni, lekkich obyczajów, uprawiająca najstarszy zawód świata, sprzedająca miłość? Nie. To po prostu kurwa.
Przy okazji jak przeciętny Polak zaznacza przecinek? Zawieszając głos? Robiąc pauzę? Licząc po prostu, że na takim poziomie komunikatu nadawca się domyśli obecności znaku przestankowego? Nie. Musi wtrącić kurwę.
Nie wspomnę już o tym, że Polka ma cycki, dupę i cipę, zamiast piersi, pupy, waginy czy muszelki, Polak natomiast ma chuja, nie zaś penisa, prącie, członka czy przynajmniej potocznego ptaszka czy małego.
Tym sposobem płynnie przechodzimy do kolejnego słowa. Czy dla przeciętnego Polaka coś jest beznadziejne? Nieodpowiednie? Źle zorganizowane? Niedopracowane? Słabe? Głupie? Fatalne? Nie. Jest chujowe.
A czy Polak oszalał? Stracił zmysły? Nie ma władz umysłowych? Zwariował? Nie. Ochujał, ocipiał, jest popierdolony.
Mamy tyle ładnych określeń, dlaczego tak często sięgamy po przekleństwa? Są one oczywiście potrzebnym wyrazem ekspresji, ale właśnie - im częściej ich używamy, tym słabiej wyrażają nasze skrajne uczucia. Zostawmy je na naprawdę patowe sytuacje. I jeszcze jedno - zastępowanie stosownych sformułowań wulgarnymi odpowiednikami świadczy o ubogim słownictwie i braku kultury poza tymi bakteryjnymi w jelitach. Nie kaleczmy jednego z najpiękniejszych języków na świecie.

11 komentarzy:

  1. Na szczęście w moim otoczeniu przekleństwa są rzadko używane :) i jak już ktoś zaklnie to ze złości, właśnie w patowej sytuacji i wówczas wszyscy wiemy, że lepiej tej osobie zejść z drogi... także ja nie mam na co narzekać :D

    OdpowiedzUsuń
  2. BARDZO DOBRZE NAPISANE pozdrawiam :* Józefinka Małalinka

    OdpowiedzUsuń
  3. dobre dobre!! ;) David

    OdpowiedzUsuń
  4. Trafiłaś w 10-tkę z tematem.Również nie akceptuję zewsząd atakujących nas wulgaryzmów.
    Niestety przyzwolenie na nie spływa ze wszystkich mediów do których mamy dostęp.Od kilku lat odnoszę wrażenie, że jest społeczne przyzwolenie na tego typu słownictwo,niechlujstwo w mowie i piśmie.
    Sama zwracam uwagę na słowa , które wychodzą z moich ust i oczekuję tego od najbliższych,a krąg znajomych..... na to nie mam wpływu.
    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję za przychylne komentarze. Każdemu zdarza się czasem zakląć, ale na Boga! Są inne słowa. Czemu używać na codzień tych obrzydliwych? Myślę, że duży wpływ ma na to wulgaryzacja, trywializacja i brutalizacja mediów. Nikogo już nie dziwią bluzgi w telewizji, podobnie jak akty seksualne, nagość lub brutalne sceny. To przez te wszystkie filmy z latającymi głowami i jelitami, tryskającą krwią i mordobiciem dzieła o II wojnie wydają nam się nudne i nie dostrzegamy, że fakty z tego czasu były tak okrutne, iż starczą nam za całą wątpliwą twórczość aktorzyn. Takie są moje spostrzeżenia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Popieram, taki język słychać w filmach, nie tylko polskich.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo trafnie opisujesz to wszystko, niestety dla nas...Pracuję i obracam się właśnie w takim środowisku i niestety z przerażaniem stwierdzam, że po długim pobycie z takimi ludźmi człowiek zachowuje się identycznie jak pozostali. Wpada w trans wulgaryzmów choć sam nie chce. Czuję się na straconej pozycji walcząc z tym. Szczególnie korporacje obfitują w tego typu wulgaryzmy. Jest to język codzienności, używany jako zwykłe przecinki lub dla zabawy. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że coraz mniej przestaje to razić innych i przyzwyczajamy się sami do takiego języka. Dopiero artykuły takie jak ten trochę dają do myślenia. Dziękuję za ten wpis.

    OdpowiedzUsuń
  8. hej! Powiem Ci droga Aniu, że trafniej nie mogłaś tego opisać! Ciszę się, a jednocześnie ubolewam, iż coraz mniej takich postaw w polskim społeczeństwie. Powinniśmy "szpanować" trafniejszymi i bardziej oryginalniejszymi słowami niż tymi prymitywnymi i wulgarnymi nazewnictwami. Z niecierpliwością czekam na kolejny wpis! :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Już dosyć dawno czytałam twoją wypowiedź na temat "języka codziennego". Cieszę się że nie tylko sama walczę o to - wysłałam linka twojego blogu (bloga?) mojemu wnukowi, który niestety używa takiego języka na co dzień czym mnie ogromnie gniewa. Pracuje w Holandii wśród polaków - twierdzi że gdyby mówił poprawnie odstawał by od reszty. Schamiał totalnie. Bardziej mnie jednak gniewają dziewczyny które chyba siebie nie słyszą jak rozmawiają np. w autobusie - "mięso" dosłownie fruwa. Ładne "to-to" a język rynsztokowy. Dziękuję za poruszenie tej sprawy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję za ten tak potrzebny wpis.
    Mój kuzyn pracujący za granicą styka się z takimi bluzgającymi ludźmi i sam nie odstaje, weszło mu w nawyk.
    Kiedyś czytałam pamiętnik z czasów jeszcze przedrozbiorowych ( nie pamiętam tytułu ani autora, niestety) podróżującego po naszym kraju obcokrajowca, który napisał, że nie lubi Polaków, bo strasznie klną. Nie jest to więc problem nowy...
    A co do dziewcząt ze śmietnikiem w buzi, to faktycznie nieraz przyjemnie popatrzeć, dopóki się nie odezwą.
    Pozdrawiam, Beata

    OdpowiedzUsuń

Każda opinia jest dla mnie cenna, jedynie chamskie komentarze będę usuwać. Zapraszam do wypowiadania się, gdyż cenię Wasze zdanie, nawet odmienne od mojego.