Navigation Menu

Translate

Prawa autorskie / Copyright

Prawa autorskie / Copyright

sobota, 3 listopada 2018

Schachenmayr Merino

 Witajcie, kochani! Liść opadł, listopad, ogólnie jesień pełną parą, rzekłabym wręcz, że już za moment rozpocznie się zima. Toteż dziś przychodzę z robótką iście zimową oraz włóczką idealną na takie dziergadła.


Merino Extrafine to przepiękna włóczka z wełny merynosiej, produkowana przez niemiecką firmę Schachenmayr w kilku wariantach. Ja dostałam do przetestowania trzy z nich: Merino Extrafine 40, Merino Extrafine Silky Soft 120 oraz Merino Extrafine 285 Lace.


To był główny obiekt moich testów i o nim jestem w stanie powiedzieć najwięcej, bo wydziergałam i próbki, i docelową robótkę, i zdążyłam to wszystko nawet wyprać oraz trochę potestować. 
Włóczka składa się ze 100% wełny merynosów i mierzy 40m na 50g. Producent poleca druty oraz szydełko w rozmiarach 7-8mm. 
Merino Extrafine 40 można prać w pralce na delikatnym programie w temperaturze do 40°C, co jest dość dużym ułatwieniem, a nawet suszyć w suszarce bębnowej.  
Jeśli chodzi o moje spostrzeżenia, to przede wszystkim polecam wyprać próbkę przed rozpoczęciem obliczeń, ponieważ po praniu dzianina nabiera wielkości. Po drugie, po przyjacielsku radzę dołożyć do prania chusteczki wyłapujące kolor (ja akurat kupuję w markecie z owadem na B), gdyż po namoczeniu do blokowania wodę miałam żółciutką jak kurczaczek.


Ja z naszą czterdziestką pracowałam na drutach 6,5mm i stworzyłam czapkę z pomponem, kupionym na Aliexpress. Jest o tyle fajny, że odpina się do prania. Czapka na dużą, myślę że spokojnie rosłą, męską głowę pochłonęła 3 motki — 150g.
 Dziergało się całkiem przyjemnie, a jedyną niedogodność stanowiło rozwarstwianie się włóczki na nitki składowe. Rozumiem jednak, że taki grubas nie może być nie wiadomo jak mocno skręcony, gdyż byłby sztywny jak sznurek.


Tymczasem robótka, którą z tej włóczki otrzymujemy, jest obłędnie miękka i przyjemna w dotyku. Aż chce się ją miziać. Nie podgryza, będzie więc odpowiednia dla wrażliwców, niemowląt i małych dzieci, panów, którzy jak wiadomo są bardziej delikatni, jeśli chodzi o podgryzanie wełny.
 Jak to merynosek, nitka ma właściwości termoregulacyjne. Gdy na zewnątrz jest ciepło, świetnie odprowadza pot, a doprowadza powietrze, dzięki czemu nie zgrzejemy się, wchodząc w takiej czapce np. do sklepu. Za to gdy jest zimno, idealnie izoluje przed chłodem i chroni nas przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi .


Do czego się nadaje? Moim zdaniem do wszelkiej odzieży: na czapki, kominy, rękawice, grube skarpety, swetry (och, jak będę kiedykolwiek bogata, to zrobię sobie z niej grubaśny sweter, marzenie!), a także na niemowlęce kocyki, śpiworki do wózka, i tak dalej... Robótki przybywa szybko, a efekt jest przecudny.


To kolejna wersja Merino Extrafine. Mierzy 120m/50g i jest mieszanką: 68% wełny merynosa oraz 32% tencel.
Cóż to ten tencel? 
Nazywany jest przyszłością włókniarstwa. Pozyskuje się go z drzew i jest biodegradowalny. Producent chwali się, że chłonie wodę i odprowadza ją do środka włókna ok. 50% lepiej, niż bawełna. Ma właściwości antybakteryjne.
Ten moteczek od poprzedniej wersji, poza grubością oczywiście, odróżnia się dużo większą miękkością, delikatnym włoskiem i przecudnym połyskiem. Skrzy się w świetle, choć nie ma domieszki błyszczącej nitki. Efekt jest bardzo subtelny, ale wspaniały.
Z mojego moteczka aktualnie powstaje Dobroszka od Yellow Mleczyk i coś czuję, że będzie to moja ulubiona zamotka, nie tylko ze względu na wzór, ale właśnie i na włóczkę.
Tak, Silky Soft zdecydowanie wygrywa w konkurencji na moje ulubione Merino Extrafine od Schachenmayr.


No i ostatni moteczek. 100% merino, 285m/50g. Przecudnie cieniowany, od czerni, przez głęboki grafit, po ciemną czerwień, wpadającą w śliwkę. 
 Zaczęłam z niego szal prostym ażurem, ale wychodzi taka pajęczynka, że gotowego spodziewajcie się w przyszłym roku.


To, co łączy wszystkie moteczki, to bardzo dobry skład, piękne, nasycone kolory, cudowna miękkość i jeden ciekawy szczegół:
Easy Start. Początek nitki ze środka złapany jest etykietką, dzięki czemu nie musimy go wygrzebywać i szukać. Niby nic a bardzo cieszy.

Moja ocena to mocna piątka z plusem. Zakochałam się we wszystkich trzech włóczkach, szczególnie w tej z domieszką tencel. Polecam serdecznie na zimowe wyroby dla wymagających jakości dziewiarek, osób delikatnych i malutkich dzieci.

A jaki jest Twój typ, jeśli chodzi o włóczki jesienno-zimowe?

1 komentarz:

  1. Teraz to i ja marzę o tej wloczce z domieszką tencel. Nigdy o tym nie słyszałam, więc dowiedziałam się zupełnie nowej rzeczy, a jeżeli do tego delikatnie się błyszczy, to może być to mój numer jeden wśród włóczek 😊

    OdpowiedzUsuń

Każda opinia jest dla mnie cenna, jedynie chamskie komentarze będę usuwać. Zapraszam do wypowiadania się, gdyż cenię Wasze zdanie, nawet odmienne od mojego.