Navigation Menu

Translate

Prawa autorskie / Copyright

Prawa autorskie / Copyright

środa, 31 sierpnia 2016

FarbowAnki

Witajcie, kochani! Wczoraj na fanpage pisałam o tym, że zachciało mi się pofarbować trochę wełny. Dzisiaj, kilka godzin domywania rąk, podłogi i mebli później, chciałam Wam pokazać, co z tego wyszło, oczywiście poza bałaganem.

Może nie będzie to instrukcja step-by-step, ale nie tylko pochwalę się Wam, co udało mi się uzyskać, lecz także podzielę się kilkoma wskazówkami dotyczącymi farbowania, które boleśnie lub nie wypróbowałam na sobie.

Zacznijmy od początku, czyli od zamówienia barwników. Ja zrobiłam to w sklepie internetowym krainafilcu.pl i zapłaciłam 2,99zł/szt. Ważne jest, że te konkretne barwniki (Kakadu) działają tylko na wełnę, więc jeśli chcecie farbować np. bawełnę czy inne włókno (akrylu nie polecam, bo się zniszczy), musicie oczywiście kupić inne farbki, np. barwniki do tkanin, czy nawet widziałam opcję z barwnikami spożywczymi.


Od razu powiem, że jeżeli bierzecie się za farbowanie pierwszy raz, przeznaczcie sobie na to cały dzień, aby wszystko obyło się bez stresu i pośpiechu. Włóczkę przewińcie na motowidle (równie dobrze zamiast niego możecie użyć chociażby nóg od stołu czy krzesła, ale skonstruowanie prostego motowidła to zadanie, z którym poradzi sobie nawet niezbyt zainteresowany majsterkowaniem mąż, brat czy ojciec). Zwiążcie w kilku, co najmniej dwóch, miejscach tak, aby kłębek się nie rozpadł i zanurzcie w ciepłej wodzie z płynem do naczyń, co sprawi, że wełna zostanie odtłuszczona. W tym czasie możecie spokojnie przygotować stanowisko pracy i rozrobić barwniki.

Koniecznie załóżcie ciuchy, których nie będziecie żałować w przypadku nieodwracalnego poplamienia. Stół, na którym będziecie pracować, blaty wokół kuchenki i podłogę pomiędzy nimi pokryjcie folią malarską czy innym zabezpieczeniem. Przygotujcie stare garnki, ocet, niepotrzebną łyżkę, kilka ręczników, foliowych reklamówek, czysty zlew, zagotujcie wodę w czajniku oraz w dużym garnku. Do szklaneczek czy innych niewielkich naczyń wsypcie barwniki i zalejcie wrzątkiem z czajnika mniej więcej do 2/3 szklanki, resztę dopełnijcie octem i dobrze wymieszajcie. Po wymieszaniu każdego koloru umyjcie łyżkę!

Kiedy już w każdej szklaneczce stoi roztwór barwnika (nie ma się co przejmować, że jeszcze nie przypomina pożądanego koloru), wodę z dużego garnka porozlewajcie do mniejszych, tych, w których będziecie farbować. Do każdego z garnków dodajcie dla pewności jeszcze troszkę octu, sprawiającego, że barwnik jest lepiej wchłaniany. Następnie wlejcie wcześniej przygotowane roztwory do tychże garnków. Pamiętajcie, że możecie je ze sobą mieszać! Nim zacznie się zabawa poczekajcie jeszcze, aż woda w garach troszkę podstygnie. W tym czasie możecie wypłukać i dobrze wykręcić wyjętą z roztworu z płynem do naczyń wełnę.

To, co będzie się działo dalej, zależy tylko od Waszej wyobraźni. Musicie tylko pamiętać o kilku rzeczach (części z nich przezornie dowiedziałam się przed farbowaniem, natomiast część jest testowana dosyć nieprzyjemnie na mnie):

  • Aby barwnik dobrze i wyraźnie się przyjął, trzeba roztwór z włóczką w środku zagotować.
  • Nie wkładamy jednak włóczki do wrzącej wody, bo to spowoduje jej sfilcowanie i zniszczenie. Każdorazowo czekamy, aż temperatura wody nieco spadnie, dopiero umieszczamy w niej włóczkę i powoli podgrzewamy do wrzenia.
  • Jeżeli chcemy, aby wszystkie motki miały identyczne odcienie, a jest ich na tyle dużo, że nie zmieszczą się na raz do garnka, musimy rozrobić za każdym razem barwnik na nowo, ponieważ motki z pierwszego farbowania będą miały intensywniejszy kolor, niż te z drugiego i kolejnych.
  • Im wełna ciemniejsza, tym ciemniejszy i mniej intensywny wyjdzie kolor. Im więcej zawartości innych włókien, np. akrylu, tym kolor również wyjdzie mniej intensywny, a bardziej pastelowy.
  • Jeżeli coś nam się wyleje czy skapnie, zaraz to wycieramy. Niby barwnik nie farbuje nic innego, poza wełną, ale nie dajcie się nabrać. Mam teraz rozkosznie kolorową deskę do krojenia, fragmenty stołu (folia się przedziurawiła) i kafelek w kuchni. Mam nadzieję, że z czasem to zejdzie. 
  • Gdyby odcień był za mało intensywny, możemy jeszcze dodać barwnika i octu.
  • Jeżeli nie do końca zadowala nas efekt farbowania, gdy patrzymy na motek, spróbujmy zrobić próbkę, gdyż w robótce, a nawet w inaczej przewiniętym kłębku, efekt może być zupełnie inny.
Jeżeli włóczka już nam się zagotuje, zafarbuje, to wrzucamy ją do zlewu i dokładnie płuczemy, aż spływająca woda będzie pozbawiona koloru. Mimo to wełna nadal będzie śmierdzieć octem, to naturalne, dlatego po skończonym farbowaniu wrzucamy całość do pralki, nastawiamy program "wełna" lub niską temperaturę i niewielką prędkość wirowania, dolewamy płynu do zmiękczania wełny, ewentualnie tkanin i pierzemy. Po wszystkim rozwieszamy i czekamy, aż dokładnie wyschnie (czysta wełna schnie dosyć długo, a wilgotna mogłaby z czasem zatęchnąć).

Pozostaje nam cieszyć się efektem!

Tutaj widzicie efekt działania dwóch barwników - zielonego i gołębiego - na włóczkę Nako Alpaca (10% alpaka, 90% akryl). Być może w motku nie wygląda jakoś nadzwyczaj imponująco, ale w próbce bardzo mi się podoba.



Kolejna włóczka to YarnArt Alpine, czyli grubas składający się w 45% z wełny i 55% z akrylu. Tutaj użytym kolorem były gołębi i liliowy z granatowym.


Następnie pofarbowałam 100% grubej wełny owczej mixem zielonkawych i niebieskawych kolorków. Tutaj popełniłam błąd, o którym pisałam wcześniej, czyli wrzucałam ją na raty do tego samego roztworu, przez co pierwsze motki mają intensywne i czyste barwy, a kolejne coraz bardziej blade i rozmyte. Ale nic to, można z tego przy umiejętnym dzierganiu stworzyć fajny gradient coraz to bardziej blaknących kolorów. 


Tutaj możecie zaobserwować różnicę w nasyceniu, a także zauważyć, ze w zależności od tego, jak nawiniemy motek, włóczka będzie różnie wyglądała. Motki zostawione tak, jak były do farbowania, mają po prostu w różnych miejscach plamy kolorów, natomiast w przewiniętym na nowo widać mniej więcej, jak układa się cieniowanie. Cały czas jest to tak samo farbowana włóczka.


No i na koniec motki, które najbardziej mi się podobają. Jest to włóczka Lanagold 800 (49% wełny, 51% akrylu), która zarówno w kłębkach zaraz po farbowaniu, w kłębkach przewiniętych i w próbce wygląda zachwycająco. Użyte tu kolory to chabrowy, turkus i liliowy.



Jeszcze na koniec małe spostrzeżenie. Wydawało mi się, że chyba zniszczyłam włóczkę, bo po wygotowaniu i wypłukaniu wydawała się nieco bardziej szorstka i sztywna, ale po wyschnięciu okazało się, że jest jeszcze bardziej miękka, sprężysta i przyjemna w dotyku, niż była! Nie wiem, czy to zasługa moczenia w detergencie, prania, barwników czy hartowania, ale efekt jest po prostu WOW.

Mam nadzieję, że narobiłam Wam ochoty do podjęcia własnej próby stworzenia materiału idealnego na zachwycającą i jedyną w swoim rodzaju robótkę. Jeśli tak, dajcie znać w komentarzu. A jeśli macie już doświadczenie z farbowaniem, koniecznie podzielcie się doświadczeniem ze mną i innymi czytelniczkami, bo ja na pewno ten proces powtórzę!

9 komentarzy:

  1. Super tez mam na to ochotę😊 jak uzyskałaś efekt melanżu? No bo w końcu do gara wtrafiała całą włóczka a nie jak część 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie część ;) fragment zanurzałam w garze, przykrywałam go drewnianą deską do krojenia tak, aby była szczelina, przez którą reszta wystawała i była położona na tejże desce. Potem płukanie, wykręcenie i znowu inny fragment motka do gara. A z kolei melanż jednokolorowy (zielona), to motek bardzo ciasno zwinięty i w takiej formie do gara, przez co to, co było głębiej, zafarbowało się słabiej.

      Usuń
    2. Aaaaa to czegoś nie doczytałam w takim razie 😊 efekt wyszedł super, muszę się też tym zabawić bo lubię eksperymenty...tylko obawiam się o swoją białą kuchnię z moim talentem do ciapania wszystkiego 😀

      Usuń
    3. Aaaaa to czegoś nie doczytałam w takim razie 😊 efekt wyszedł super, muszę się też tym zabawić bo lubię eksperymenty...tylko obawiam się o swoją białą kuchnię z moim talentem do ciapania wszystkiego 😀

      Usuń
    4. Folia, ścierki i ostrożność powinny załatwić sprawę ;)

      Usuń
  2. Też mam na to ochotę :) Myślę, że w przyszłości coś spróbuję pofarbować :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem zachwycona efektem, który osiągnęłaś :) przepięknie połączyłaś kolory w pierwszej i ostatniej włóczce. Oczywiście sama nabrałam ochoty na taki eksperyment, ale chyba musze poczekać, aż się dzieci z domu wyprowadzą, bo zajęcie kuchni na cały dzień mogłoby nadwyrężyć nieco cierpliwość co poniektórych osobników. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie wyszło! Włóczka niepowtarzalna , w szczególności zauroczyło mnie połączenie zielonego i gołębiego cudo! Chętnie bym porwała i nie oddał ;)
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniały efekt :)
    Gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń

Każda opinia jest dla mnie cenna, jedynie chamskie komentarze będę usuwać. Zapraszam do wypowiadania się, gdyż cenię Wasze zdanie, nawet odmienne od mojego.