Navigation Menu

Translate

Prawa autorskie / Copyright

Prawa autorskie / Copyright

środa, 16 października 2019

Grzech 7.: Lenistwo

Z okazji ukończenia sweterka, który Wam zaraz pokażę, przygotowywałam zupełnie inny wpis. Miałam nazwać go Babim latem, miały być piękne zdjęcia i historia, jak to w lutym dostałam od męża na urodziny cudowną, miękką włóczkę, którą przerobiłam właśnie w to oto dzieło. Ale będzie zupełnie inaczej, bo jest mi z jego powodu zwyczajnie smutno. I to na moje własne życzenie.

wool alpaca merino knitting crocheting yarn

Jak już wspomniałam, prace rozpoczęłam w lutym - od dokładnego planu. Zrobiłam próbkę, wyprałam ją ręcznie, dokładnie wyliczyłam potrzebną ilość oczek. Rozrysowałam wszystko, zaczerpnęłam ładny motyw z książki Wydawnictwa RM "450 ściegów na drutach" i rozpoczęłam pracę. Dziergałam zazwyczaj wieczorami albo w krótkich wolnych chwilach, kiedy akurat nie byłam na studiach, a moja córeczka spała lub zajmował się nią ktoś inny, oczywiście tylko jeśli nie miałam akurat obowiązków. Były to momenty praktycznie siłą wyrywane z mojej doby.

Po kilku przerwach, po nauce robienia dwóch rękawów jednocześnie dzięki niezawodnej Drutoterapii, wreszcie skończyłam. Był początek października, czyli czekałam na ten moment osiem miesięcy. Byłam tak niecierpliwa, że jeszcze bez prania założyłam go na rodzinny wypad i udało się zrobić trochę ładnych zdjęć.

handmade wool knit

Zgubiło mnie moje własne lenistwo. Otóż zamiast poświęcić chwilę na pranie ręczne, zapakowałam go do pralki. Ustawiłam program delikatny i temperaturę 30 stopni, mając głowę spokojną: przecież robiłam tak już ze swoimi wełnianymi udziergami. Problem w tym, że wcześniej używałam pralki u mojej mamy, a teraz pierwszy raz wyprałam coś swojego u nas, w nowej pralce.



Po swetrze zostały mi piękne zdjęcia... i sfilcowany gałganek, który może i byłby dobry na moją dwulatkę, gdyby nie był tak sztywny. Spróbuję jeszcze sposobów na zmiękczenie filcu: do pierwotnych rozmiarów raczej nie wróci, ale może chociaż zrobi się dobry na malutką i będzie miała coś ciepłego pod kurtkę na srogą zimę. Ale i tak mi smutno.



Także, kochani, apel do Was. Ja już nie będę tak głupia i nie zmarnuję wielu godzin pracy, chcąc sobie oszczędzić dziesięciu minut prania. Od dziś wszystkie wełniane udziergi piorę ręcznie i do tego też Was namawiam. Nie ufajcie programom w pralce.


A na koniec zestawienie: mój ostatni sweter oraz pierwszy, jaki zrobiłam na drutach. Wygrzebałam Pana Cekiniastego z dna szafy i, stwierdziwszy, że za bardzo opina mnie w biuście oraz jest mi w nim za gorąco, podarowałam go dziewczynie mojego brata.


czwartek, 3 października 2019

DMC Happy Cotton i wzór na niemowlęce buciki


Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o włóczce, która niewiele różni się od poprzedniej. Wydawałoby się, że wcale się nie wyróżnia na tle innych bawełnianych kłębuszków na rynku, gdyby nie to, że występuje w iście calineczkowym rozmiarze.
DMC Happy Cotton to włóczka dedykowana przez mojego ulubionego producenta głównie do amigurumi. Jej sporym atutem jest to, że występuje w naprawdę wielu kolorach, a przy tym motki liczą sobie zaledwie 20 gramów, czyli 1/5 takiego standardowego motka. Może wydawać się to głupie, dopóki nie potrzebujemy niewielkich ilości włóczki, ale za to w wielu wariantach kolorystycznych. Tak jest na przykład przy dzierganiu maskotek, ale i popularnych, kolorowych toreb, tapestry crochet, corner to corner czy żakardów na drutach. Sprawdzi się także przy małych formach, różnego rodzaju ozdobach.


Skład to 100% bawełny, certyfikowanej przez Oeko-Tex, co oznacza, że może być używana nawet dla noworodków (jak dla mnie z certyfikatem OT100 nada się nawet na ośmiorniczki dla wcześniaków, ale z tego co wiem, akcja ta ma swoje wybrane włóczki). Motek 20-gramowy liczy około 43 metry. a przeznaczony jest na szydełko i druty 3,5-4mm, choć do amigurumi brałabym stanowczo mniejsze. Paleta liczy 50 kolorów. Doskonale łączy się z włóczką, o której pisałam w poprzedniej recenzji, czyli DMC Baby Cotton.

Źródło grafiki: http://dmc-cw.com.pl/produtkty/happy-cotton-art-392/
Jak wiecie, ja mam dwie lewe ręce do amigurumi, z tego powodu długo zastanawiałam się, co mogłabym z naszej szczęśliwej bawełny zrobić. Aż pewnego weekendu schowałam na spacer trzy motki do plecaka, i tak zaczęłam dłubać buciki dla maluszka. Przyznam, że takie małe, proste rękodzieło było niezłym relaksem, dawno czegoś podobnego nie robiłam i zapomniałam już, jakie to miłe. Na moją gwiazdę takie niechodki są już stanowczo za małe, ale w najbliższej rodzinie oczekiwana jest maleńka dziewczynka, mająca się pojawić w listopadzie, także na prezent będą jak znalazł. :)



Tak naprawdę, chcąc opisać wrażenia z dziergania Happy Cotton, musiałabym powtórzyć wszystko z poprzedniego wpisu. Nie będę tego robić, więc zachęcam do zajrzenia tam (klik), a dodam tylko, że pośród licznych zalet włóczki dostrzegam jeden minus - cenę. 5-6 złotych za tak maleńki motek to jednak cena mało ekonomiczna, ale przynajmniej włóczka nadrabia jakością. Jest też dosyć wydajna, z moich trzech moteczków powstałaby jeszcze spokojnie opaska na główkę maluszka i jakaś ozdoba do niej.


A teraz szybki wzór na buciki z tej włóczki. Wychodzi rozmiar na ok. 2 miesiące (zależy od stópki malca), ale przy odrobinie matematyki i chęci możecie go sobie zmodyfikować.

Biały:
1. 10 oczek łańcuszka
2. 1 oł, 3 półsłupki z narzutem w to samo oczko, po 1 psł.z.n. w kolejne 8 oczek, 5 psł.z.n. w kolejne oczko, po 1 psł.z.n. w kolejne 8 oczek (wypadną tak jakby pod poprzednimi 8 półsłupkami), 2 psł.z.n. w kolejne oczko (to samo, w które na początku zrobiliśmy już 3 psł.z.n.), zamknąć oczkiem ścisłym w pierwszy psł.z.n. (nie w oczko ścisłe!).
3. 1 oł, po 2 psł.z.n. w kolejne 3 oczka, po 1 psł.z.n. w kolejne 8 oczek, po 2 psł.z.n. w kolejne 5 oczek, po 1 psł.z.n. w kolejne 8 oczek, po 2 psł.z.n. w kolejne 2 oczka, zamknąć oczkiem ścisłym w pierwszy psł.z.n.
4. 1 oł., (2psł.z.n. w jednym oczku, 1 psł.z.n. w kolejne oczko) x 3, po 1 psł.z.n. w 8 kolejnych oczek, (2psł.z.n. w jednym oczku, 1 psł.z.n. w kolejne oczko) x 5, po 1 psł.z.n. w 8 kolejnych oczek, (2psł.z.n. w jednym oczku, 1 psł.z.n. w kolejne oczko) x 2, zamknąć oczkiem ścisłym w pierwszy psł.z.n.
5. 1 oł., (2psł.z.n. w jednym oczku, 1 psł.z.n. w 2 kolejne oczka) x 3, po 1 psł.z.n. w 8 kolejnych oczek, (2psł.z.n. w jednym oczku, 1 psł.z.n. w 2 kolejne oczka) x 5, po 1 psł.z.n. w 8 kolejnych oczek, (2psł.z.n. w jednym oczku, 1 psł.z.n. w 2 kolejne oczka) x 2, zamknąć oczkiem ścisłym w pierwszy psł.z.n.
6. 1 oł, po jednym półsłupku W TYLNĄ NITKĘ każdego oczka poprzedniego rzędu, zamknąć oczkiem ścisłym w pierwszy półsłupek.

Uff, najtrudniejsza część, czyli podeszwa, za nami!

Brązowy:
7-9. 1 oł, po 1 półsłupku zwykłym w każde oczko łańcuszka, zamknąć oczkiem ścisłym w pierwszy półsłupek.

Różowy:
10. 1 oł, po 1 psł.z.n. w 23 kolejne oczka, dwa półsłupki z narzutem przerabiane górą w kolejne dwa oczka /czyli narzut, wbić szydełko w kolejne oczko łańcuszka, przeciągnąć nitkę, wbić szydełko w kolejne oczko łańcuszka, przeciągnąć nitkę, złapać i przeciągnąć nitkę od kłębka przez powstałe 4 pętelki na szydełku/, (po 1 psł.z.n. w 2 kolejne oczka, dwa półsłupki z narzutem przerabiane górą w kolejne dwa oczka) x 4, po 1 psł.z.n. w każde kolejne oczko do końca okrążenia, zamknąć oczkiem ścisłym w pierwszy psł.z.n.
11. 1 oł, po 1 psł.z.n. w 23 kolejne oczka, (dwa półsłupki z narzutem przerabiane górą w kolejne dwa oczka, 1 psł.z.n. w kolejne oczko) x 5, po 1 psł.z.n. w każde kolejne oczko do końca okrążenia, zamknąć oczkiem ścisłym w pierwszy psł.z.n.
12. 1 oł, po 1 psł.z.n. w 23 kolejne oczka, (dwa półsłupki z narzutem przerabiane górą w kolejne dwa oczka) x 5, po 1 psł.z.n. w każde kolejne oczko do końca okrążenia, zamknąć oczkiem ścisłym w pierwszy psł.z.n.
13. 1 oł, po 1 psł.z.n. w 22 kolejne oczka, dwa półsłupki z narzutem przerabiane górą w kolejne dwa oczka, trzy półsłupki z narzutem połączone górą w kolejne trzy oczka /czyli narzut, wbić szydełko w kolejne oczko łańcuszka, przeciągnąć nitkę, wbić szydełko w kolejne oczko łańcuszka, przeciągnąć nitkę, wbić szydełko w kolejne oczko łańcuszka, przeciągnąć nitkę, złapać i przeciągnąć nitkę od kłębka przez powstałe 5 pętelek na szydełku/, dwa półsłupki z narzutem przerabiane górą w kolejne dwa oczka, po 1 psł.z.n. w każde kolejne oczko do końca okrążenia, zamknąć oczkiem ścisłym w pierwszy psł.z.n.
14. 1 oł, po 1 psł.z.n. w 21 kolejnych oczek, trzy półsłupki z narzutem połączone górą w kolejne trzy oczka, po 1 psł.z.n. w każde kolejne oczko do końca okrążenia, zamknąć oczkiem ścisłym w pierwszy psł.z.n.
13. BEZ OCZKA ŁANCUSZKA, (5 słupków w drugie oczko od szydełka, oczko ścisłe w drugie oczko od tego, w które wbite są słupki) x powtarzać do końca okrążenia, oczko ścisłe w pierwsze oczko okrążenia.
Uciąć nitkę, schować i zakończyć.

Zapewniam, że ten wzór tylko na pierwszy rzut oka wygląda tak skomplikowanie. Jak zaczniecie robić, wszystko się rozjaśni ;) Czas wykonania jednego butka to, w zależności od umiejętności, około godzina, może mniej.


Mam ogromną nadzieję, że podzielicie się ze mną wrażeniami na temat dzisiejszego wpisu, a najlepiej zdjęciami  bucików zrobionych według instrukcji ;) Nie zapomnijcie też napisać, jak Wam się podoba nowe logo bloga, zaprojektowane przez Pana Męża! Pamiętajcie, że najłatwiej ze swoimi pytaniami lub wiadomościami dorwać mnie na Facebooku, gdzie znajdziecie mnie pod hasłem Wyszydełkowana. Ciepłe, mimo pogody, pozdrowienia!

środa, 25 września 2019

Cukiereczki dla najmłodszych, czyli DMC Baby Cotton


Witajcie, kochani, po zawstydzająco długiej przerwie w blogowaniu. Czas już jakiś temu otrzymałam sporo uroczych, bawełnianych kłębuszków od DMC do wypróbowania. W paczce znalazły się dwa "modele" włóczek, czyli 100% Baby Cotton oraz maleńkie, 20-gramowe Happy Cotton od wspomnianej firmy. O tych maluszkach opowiem Wam za jakiś czas, a dzisiaj chciałabym się trochę pozachwycać pierwszą z wymienionych włóczek.

Jak nietrudno się domyślić z nazwy, jest to stuprocentowa bawełna. I bardzo dobrze, że skład jest naturalny: szczerze mówiąc, nie bardzo przepadam za akrylowymi włóczkami z dopiskiem "baby" i raczej bym dziecka w plastik nie ubrała.
Kłębek liczy sobie 50g, czyli 106 metrów, co czyni go ani nie za grubym, ani nie za cienkim i pozwala na szerokie spektrum zastosowań, o których za moment. Na razie dodam jeszcze, że producent proponuje druty i szydełko 3,5-4mm, ale oczywiście w zależności od potrzeb możemy zastosować mniejsze lub większe.


Do czego, moim zdaniem, można wykorzystać te cuda? Jak już wspomniałam, jest to włóczka bardzo uniwersalna. Nazwa wskazuje, że produkowano ją z myślą o dzieciach, i ja się z tym zgadzam. Skład jest ok, grubość jest ok, a więc nada się na ubranka (zarówno wiosenno-letnie, jak i jesienne, np. pod kurtkę), kocyki, akcesoria, jak i maskotki.
Ale moim zdaniem, nawet nie mając w otoczeniu żadnego malucha, możecie śmiało po nią sięgnąć. Świetna będzie na bluzeczki, cienkie sweterki, spódnice, lejące się chusty i inne. Szczególnie, że kusi przecudną paletą barw, pełną zarówno delikatnych pasteli, jak i energetycznych akcentów.

Źródło grafiki: http://dmc-cw.com.pl/produtkty/100-baby-cotton/

Kilka słów o pielęgnacji. Jest bardzo prosta: wrzucamy do pralki, ustawiamy na 40 stopni i gotowe! Ja w takiej temperaturze piorę wszystkie dziecięce ciuszki, więc mogę udziergi wrzucić normalnie do córkowego kosza na pranie. Pamiętać należy tylko, że do naturalnych włóczek nie powinniśmy używać płynu do płukania, ponieważ "zatyka" on nam przestrzenie, czyniące w naturalny sposób włóczkę oddychającą. Po prostu tracimy w ten sposób część jej cennych właściwości.


Jeżeli chodzi o mnie, wrzuciłam bawełnę zarówno na szydełko, jak i na drutki. Powstały z tego dwa dziewczęce udziergi. Jednym z nich jest sukienka, ozdobiona na spódnicy ananasowym wzorem. Uprzedzając pytania, schematu nie posiadam, gdyż robiłam z głowy.



Drugie moje "dziełko" to prosty sweterek na drutach, robiony w jednym kawałku od góry. Korpus sweterka to ścieg pończoszniczy, rękawy również - tyle że na lewej stronie. Jedyną ozdobę stanowi kilka frędzli. Przy okazji swetra, bardzo ułatwiłam sobie pracę nie tylko zastosowaniem swojego ulubionego raglanu, ale też dzierganiem dwóch rękawów jednocześnie. Pozwoliło to uniknąć ślamazarstwa nad jednym z nich, a także równiutko, w tych samych miejscach, zwęzić i wyprofilować ich kształt.




Cóż, pora na refleksje końcowe. 100% Baby Cotton DMC to włóczka mojego bodaj najulubieńszego producenta, której główną zaletą jest całkowicie naturalny skład, połączony z certyfikatem Oeko-Tex, a więc nadający się dla maluchów od pierwszych chwil życia. Przy tym, jak na bawełnę, włóczka jest zadziwiająco miękka i sprężysta. Łatwo się ją pielęgnuje, dobrze trzyma kształt, ładnie się układa i można ją zaliczyć do całorocznych.
Zostały mi jeszcze dwa motki pomarańczowego, na pewno zostaną wykorzystane. Teraz zabieram się za Happy Cotton, a poza tym pogoda skłania mnie ku czemuś z wełny, żeby sobie pogrzać kolanka i ręce.
A Wy, z jakich włóczek dziergacie teraz, w okresie przejściowym? Próbujecie jeszcze zatrzymać lato, czy już może pilnie szykujecie się na zimę?
Przy okazji, zapraszam serdecznie do poniższego wpisu, aby dowiedzieć się, jakie włóczki i dlaczego, są najlepsze na jesień-zimę. Mam na myśli nie narzucanie konkretnych marek i modeli, ale przewodnik po włóknach, z jakich produkuje się włóczki. Wystarczy kliknąć TUTAJ (klik). 

niedziela, 5 maja 2019

Włóczka, której nie lubię

Czy jest włóczka, której Wyszydelkowana nie lubi? A no, zebrałaby się niemała pewnie lista. Najwięcej miejsca zajmowałyby na niej budżetowe akryle, takie jak Kotek i jemu podobne, natomiast jedno tym włóczkom trzeba przyznać — przynajmniej są tanie i łatwo dostępne, dlatego nie skreślam ich od razu, jako że mogą stanowić materiał do nauki dla początkujących.
Jest jednak pewna włóczka, która nie jest ani tania, ani łatwo dostępna, ani dobra. Wiele się po niej spodziewałam i moje nadzieje zostały mocno zawiedzione, dlatego postanowiłam o niej napisać.


Kupiłam ją już jakiś czas temu. Najpierw chyba 10 motków błękitu, potem jeszcze 4 czy 5 bawełny. Sklepu podawać nie zamierzam, bo to, co producent zrobił z dobrze zapowiadającą się włóczką, nie jest przecież jego winą. Dodam, że nie była tania - 18 złotych za motek 50g (ja dorwałam trochę taniej z powodu wyprzedaży koloru).
Kiedy Piumerino firmy Silke wreszcie do mnie dotarła, wciąż nie byłam do niej zrażona. Wydawała się ładna i miękka, chociaż nie tak szlachetna, jak spodziewałam się po 100% merynosie.


Pierwsze wątpliwości pojawiły się, gdy zaczęłam dziergać. Zazwyczaj oczka wychodzą mi w miarę równe, wiadomo - mistrzostwo świata to to nie jest, ale tragicznie też nie wygląda. Tymczasem w dziecięcym sweterku, który wydziergałam jako pierwszy, powstały same krzywulce. Liczyłam, że wyrówna się to podczas blokowania, ale niestety, nie było ani trochę lepiej.


Jako że jestem osobą upartą, nie skreśliłam włóczki od razu, mając przecież niezłe zapasy. Postanowiłam użyć drutów dużo mniejszych, o wiele mniejszych nawet, niż zaleca producent, bodajże 3mm i zrobić czapkę do kompletu. Niestety, ani odrobinę lepiej. Ryż, który wyszedł, wołał o pomstę do nieba. Gdybym zaczęła swoją przygodę z właśnie tą włóczką, niby drogą, taaaak ekskluzywną, uznałabym, że jestem beznadziejną dziewiarką i rzuciła dzierganiem w cholerę.


 Na szczęście trochę doświadczenia już mam, aby wiedzieć, że to nie ze mną coś nie tak, a z włóczką.
Poza nierównymi oczkami, zarzuciłabym naszej Piumerino twardość jak na niby szlachetną wełnę merynosa. Nie gryzie co prawda, ale też nie ma tej charakterystycznej miękkości, a po praniu (w warunkach zalecanych przez producenta) robi się jeszcze bardziej twarda, do tego splot się spłaszcza i wzór nie wygląda już tak atrakcyjne. Wydaje się taka "akrylowa", sztuczna. Mechaci się również ekspresowo, wystarczą 2-3 założenia wydzierganej  rzeczy i pełno na niej kulek.


Może nie jest to najgorsza włóczka, z jakiej w życiu dziergałam, ale ze względu na cenę oraz obiecujący skład, gdy tymczasem napracujemy się i otrzymamy klapę — nie polecam.